Książki‎ > ‎Dla dorosłych‎ > ‎Dla dzieci‎ > ‎Proza dla dzieci‎ > ‎

Władysław Krapiwin "Chłopiec ze szpadą" 1972 - 1974

opublikowane: 22 lis 2012, 14:58 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 19 lut 2013, 12:20 ]

     Władysław Krapiwin jest popularnym rosyjskim autorem powieści i opowiadań dla dzieci. Aktywny twórczo od lat 60-tych XX w. do dzisiaj. Kilkadziesiąt jego publikacji ma wydania w formie audiobooka. W Polsce znacznie mniej znany, choć wiele jego książek, wydanych w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, jest wciąż dostępnych w bibliotekach. Należy on do ścisłej czołówki najlepszych na świecie autorów piszących o chłopcach.
     Książka obywa się niemal zupełnie bez dorosłych. Czasami pojawiają się oni w roli dobrych mentorów, przyjaciół pomagających zrozumieć świat i samego siebie, innym razem występują jako wrogowie, uosobienie całego zła świata. Głównym bohaterem jest jedenastoletni Sierioża. Ucieka on z obozu pionierów po zatargu z kierownikiem. Przeżywa wiele przygód w trakcie podróży do domu, a później w klubie szermierczym "Espada". Czytelnik ma okazję obserwować proces kształtowania się jego osobowości. Młody bohater bardzo się zmienia. Na końcu tej historii jest już kimś innym, niż na początku. Chłopiec jest tak doskonale sportretowany, że wiele dzieci, które czytały wydawane w czasopiśmie "Pionier" kolejne odcinki powieści, wysyłało listy z prośbą o podanie jego adresu. Sukcesywne powstawanie "Chłopca ze szpadą" przez około 2 lata wpłynęło niestety na jego strukturę. Książka wydaje się jakby urywana. Rozwija się w dość dziwny sposób, plany czasowe są pomieszane, smutne szybko przechodzi w wesołe i na odwrót. Na szczęście nie zaszkodziło to samej historii. Czyta się ją z wypiekami na twarzy.
     Krapiwin zawarł w swojej powieści parę treści umoralniających, ale dość kontrowersyjnych. Postawił on nacisk na honor, męstwo i odwagę, nawet w starciu z dorosłymi. Dzięki silnemu indywidualizmowi postaci, dowiódł, że jest autorem na wskroś współczesnym. "Chłopiec ze szpadą" to książka, która się nie zestarzeje.


wiek bohaterów: Sierioża Kachowski 11 i pół roku
                                   Stasik Graczew ok. 8 lat
                                   i wielu innych

wybrany fragment:

     Ładna była nazwa tej stacji i pasowała do niej doskonale.
     Chłopiec przyszedł tu wczesnym rankiem i zanim dobrnął od drogi do stacji, spodnie przemokły mu od rosy aż do kolan. Bo dokoła rosła wysoka trawa, na której drżały duże krople wody. W kroplach zapalały się ogniki: malinowe, żółte, niebieskie.
     Chłopiec podszedł do ławki, postawił walizkę, rzucił na nią zniszczoną rudawą kurtkę, usiadł i zaczął czekać na pociąg. Czekał długo i cierpliwie.
     Ogniki w trawie dawno pogasły, nadeszło lipcowe bezchmurne południe.
     Budynek stacji leżał pośród łopianów i wysokiej kostrzewy. Był niewielki, jasnobrązowy, z białymi koronkowymi gzymsami. Na dachu wesoło sterczał blaszany kogut. Jakby wypatrywał, czy nie nadjeżdża tu spoza dalekich lasów jakiś pociąg. Ale pociągi pojawiały się rzadko; stacja znajdowała się bowiem nie na głównej linii, ale na bocznej.
     Przed gankiem za ogrodzeniem stała gipsowa rzeźba: chłopczyk i źrebak. Niski postument zakryty był trawą i mogło się wydawać, że chłopiec i źrebak stoją wprost na ziemi. Jakby bawili się na sąsiedniej łące i na chwilę przybiegli na stację spojrzeć na okrągły zegar; może już pora na obiad?
     Na pewno było jeszcze dość czasu, więc zaczęli nową zabawę. Chłopiec prawą ręką objął źrebaka za szyję i trochę się pochylił, jakby chciał mu coś szepnąć do ucha. Źrebak stał spokojnie, ale każdy nerw odzywał się w nim z niecierpliwości,jakby mówił: lubię cię i słucham, ale przestańmy już szeptać i chodźmy jeszcze poskakać.
     Tak przynajmniej wydawało się małemu podróżnemu. Podobał mu się gipsowy chłopczyk i źrebak. Byli jakoś podobni do siebie - obaj cienkonodzy; mali i oczywiście weseli. Spoglądał na nich jak na towarzyszy. A nawet im zazdrościł, chociaż byli nieprawdziwi.
     Westchnął i zwrócił oczy w inną stronę.
     Drzwi domku były otwarte. W małej stacyjnej salce sprzątaczka brzękała wiadrami. Za domkiem był i pełen słońca pagórek, z rzadkimi i bardzo wyrosłymi brzozami. Za brzozami widoczne były dachy i anteny letnich domów. Jeszcze dalej ciemniał sosnowy las. Otaczał on stację z obu stron, a na południu, za torami, ciągnęły się aż do rzeki jasne łąki i zarośla.
     Było gorąco i cicho, pobrzękiwały tyłka wiadra. Rozgrzane podkłady pachniały smołą i asfaltem.
     Zza pagórka wyszedł szary, kudłaty pies wielkości kozy. Miał półstojące uszy, grube łapy i zafrasowaną mordę. Chciał wsunąć się przez drzwi, ale zobaczył sprzątaczkę i cofnął się podwinąwszy podobny do wachlarza ogon. Gdy już odsunął się od wejścia, przybrał niezależną, skupioną minę i obejrzał się. Wtedy dopiero zauważył chłopca.
     Przyglądali się sobie przez chwilę z ciekawością, ale i ostrożnie. Potem pies powoli ruszył w kierunku chłopca i zatrzymał się o trzy kroki od niego.
      - Czego chcesz? - powiedział chłopiec. Powiedział bez gniewu i nieporadnie, jak do małego dziecka, kiedy nie wiadomo, jak się do niego zwrócić, żeby nie urazić.
     Pies niezdecydowanie machnął ogonem. Tylko raz.
     Chłopiec uśmiechnął się lekko. Szczęknął zamkiem walizeczki i podniósł wieko. Pies zrobił jeszcze jeden krok, szybko usiadł, pochylił łeb i mrugnął zupełnie jak człowiek. Chłopiec wyjął zawiniętą w gazetę paczkę z jedzeniem, jakie wziął na drogę. Były to dwie kromki chleba, a między nimi kotlet. Ogon psa nagle uniósł się i zakręcił jak śmigło. Z puszystych dmuchawców wzleciały stadka lekkich nasionek i osiadły na spodniach chłopca. Ten roześmiał się, przełamał kotlet i rzucił połowę psu.
     Myślał, że kotlet natychmiast zniknie w psim pysku. Ale pies, otrzymawszy poczęstunek, przestał kręcić ogonem, położył się i zaczął gryźć kotlet, delikatnie przytrzymując go łapą. Spoglądał przy tym na chłopca z życzliwością i sprytem.
     Drugą połówkę kotleta zjadł chłopiec.
     Potem podzielili się chlebem, który nie był już taki smaczny jak kotlet, ale pies chętnie rozprawił się z całym kawałkiem i wymownie patrzył na chłopca: Nie masz więcej? - Koniec - powiedział chłopiec. Pies pokazał oczami na gazetę: A to? - To tylko papier. Widzisz? - Pomachał przed nim zgniecionym arkuszem gazety.
     Pies nie odmówiłby pogryzienia papieru przesiąkniętego przyjemnym zapachem kotleta, ale chłopiec nie zrozumiał. Zmiął gazetę i obejrzał się; gdzie ją wyrzucić. Wszędzie było czysto. W trawie za ogrodzeniem i na dróżce nie było widać papierosowych ogarków ani kawałków papieru. A do tego energiczne pobrzękiwanie wiader przypominało, że na stacji nie należy śmiecić.
      - Proszę pani, gdzie można wyrzucić papier?
     Sprzątaczka wyprostowała się i spojrzała z góry. Udała, że dopiero w tej chwili zauważyła chłopca, chociaż od dawna obserwowała go ukradkiem. Wiedziała, że od chłopców niczego dobrego nie można oczekiwać. Pozostawiają podeptane klomby, hałas, nieporządek, a nawet ogarki po kątach. Przyzwyczajona była obchodzić się z takimi surowo. Ale teraz przyzwyczajenie walczyło w niej z sympatią do nieznajomego - spokojnego, o zadziwiająco jasnych oczach, niepodobnego do rozpuszczonych wiejskich podrostków. W końcu powiedziała:
      - Jeżeli tak lubisz porządek, to za rogiem jest skrzynia na śmiecie.
     Kiwnął głową i bez pośpiechu poszedł ścieżką wzdłuż ceglanej podmurówki. Pies z dezaprobatą spojrzał na sprzątaczkę i poszedł za chłopcem. Skręcili za narożnikiem.
     Sprzątaczka patrzyła za nimi w ślad. Patrzcie, jaki porządny, myślała zadowolona. Nie łobuz, ale przyzwoity chłopak. Widać, że rodzice kulturalni.
     Spojrzała na ławkę, gdzie chłopiec zostawił swoje rzeczy. Kurtka zsunęła się z oparcia i spadła na trawę. Kobieta wytarła ręce, zeszła z ganku i podniosła starą kurtkę z przetartym rękawem. Wraca z obozu, pomyślała. Ale dlaczego sam? Samodzielny!...
     Ku niezadowoleniu psa chłopiec wrzucił smakowitą gazetę do pobliskiej skrzyni i zatrzasnął wieko. Pies westchnął i usiadł.
      - Czego wzdychasz? - zapytał chłopiec. - Czy i ty masz kłopoty?
     Pies zamachał ogonem, jakby chciał powiedzieć: Kłopoty? Głupstwo. Jeżeli chcesz, mogę być wesoły.
      - Śmieszny jesteś - powiedział chłopiec - uszaty, ogoniasty i pchlasty.
     Pies przechylił głowę na bok. Jedno ucho stanęło na sztorc, drugie opadło i zakryło oko.
     Chłopiec roześmiał się:
     - Czupiradło. Jak się nazywasz?
     Nagle pies podskoczył i przypadł na przednie łapy. Zapraszał do zabawy. Pysk jego nabrał śmiesznie łobuzerskiego wyglądu.
      - A nie capniesz mnie znienacka? - zapytał chłopiec. Pies pokręcił głową, aż zatrzepotały uszy: W żadnym wypadku!
Chłopiec klepnął ręką po kosmatym karku: - No, berek! Goń! - I pobiegł po trawie.

(początkowy fragment pierwszego rozdziału, str. 7 - 10)

W. Krapiwin Chłopiec ze szpadą tł. Hanna Ożogowska, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa, 1980

oryginalny tytuł:

Владислав Петрович Крапивин - Мальчик со шпагой / Vladislav Krapivin - Malczik so szpagoj


Twórczość Krapiwina (wydana w Polsce) uporządkowana chronologicznie wg czasu powstawania:
1960 - 1964 - zbiór opowiadań "Zielona planeta"
1964 - 1966 - dwuczęściowa powieść "Skąd wieje wiatr" i "Ludzie z fregaty Afryka"
1968 - 1970 - dwuczęściowa powieść z cyklu autobiograficznego "Cień karaweli" i "Po kolana w trawie"
1972 - 1974 - trzyczęściowa powieść "Chłopiec ze szpadą"