Książki‎ > ‎Dla dorosłych‎ > ‎Dla dzieci‎ > ‎Proza dla dzieci‎ > ‎

Patricia St. John "Skarby śniegu" (1950)

opublikowane: 27 sie 2012, 13:12 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 16 wrz 2012, 06:31 ]

     Brytyjska autorka książek dla dzieci Patrica St. John napisała 28 książek dla dzieci łączących interesującą fabułę z wartościami chrześcijańskimi. Wydane przez Scripture Union książki zyskały międzynarodową sławę, nakręcono też kilka filmów na ich podstawie. Tajemnica ich sukcesu prawdopodobnie tkwi w tym, że przekaz moralny podparty jest wspaniałym warsztatem i przemyślanymi, wciągającymi historiami, które mogą się podobać nie tylko religijnym fanatykom, ale też osobom różnych wyznań i wątpiącym. Delikatne nawiązania do Ewangelii pogłębiają psychologiczną charakterystykę bohaterów i emocjonalny wydźwięk całości.
     Jest to rozgrywający się w przepięknej, surowej, a jednocześnie sielskiej scenerii Alp Szwajcarskich dramat. Ukochany mały braciszek dwunastoletniej Annette (prezent od jej nieżyjącej matki) zostaje skrzywdzony przez jedenastoletniego kolegę z sąsiedztwa Luciena. Chłopiec żałuje swojego czynu, ale żeby doszło do pojednania, zarówno on, jak i Annette, muszą się zmienić.
     Jest to jedna z książek, których bohaterów można pokochać, a historię czytać wielokrotnie. Pokrzepiająca i tchnąca nadzieją opowieść nieustannie wywołuje łzy radości i wzruszenia. Ponadto opisy stanów emocjonalnych dzieci są w tym dziele po prostu mistrzowskie. Niezachwiana wiara pisarki, że w gruncie rzeczy inny są dobrzy i muszą tylko szeroko otworzyć drzwi serca Jezusowi, łatwo udziela się czytelnikom. Na dzieci na pewno zadziała kojąco, mimo że nie do końca odpowiada twardej rzeczywistości, tak jak ją zazwyczaj widzą dorośli.

Wiek bohaterów: Lucien - od 11 do 12 lat
                                    Daniel ("Dani" - młodszy brat Annette) - od 5 do 6 lat

Wybrany fragment:

     Dziewczynka pocałowała brata, otuliła go pierzyną, zgasiła światło, a następnie wyszła z pokoju. Dani jednak nie mógł zasnąć, leżał wpatrując się w ciemność i myślał usilnie. Nie można było powiedzieć o Danim, że jest chciwy, nie mógł po prostu przestać myśleć o świętym Mikołaju odwiedzającym jego dom, podczas gdy on byłby nie przygotowany. Oczywiście, przybycie niezwykłego gościa wydawało się chłopcu mało prawdopodobne, gdyż był on tylko małym, biednym chłopcem, ale z drugiej strony wszystko mogło się wydarzyć w taką niezwykłą noc. A poza tym nic złego się nie stanie, jeżeli przygotuje swój kapeć, nawet jeśli rano nie znajdzie tam prezentu. Problem stanowiło miejsce, gdzie należałoby go umieścić. Nie mógł położyć go na parapecie, gdyż otwarcie ciężkich okiennic było ponad jego siły. Niemożliwe do realizacji było również powieszenie kapcia na drzwiach wejściowych, ponieważ cała rodzina przebywała teraz na dole przy kominku. Jedyne odpowiednie miejsce znajdowało się za tylnymi drzwiami, na skrawku śniegu między kuchnią a stodołą. Dani nie liczył specjalnie na to, że święty Mikołaj zauważy jego kapeć, ale pomyślał sobie, że zawsze warto spróbować. Malec postanowił działać. Wygramolił się z łóżka i przeszedł ostrożnie na paluszkach z sypialni na schody. Szedł boso, żeby nikt go nie usłyszał, a w ręku niósł mały kapciuszek obszyty króliczym futerkiem. Tata upolował królika, a Annette uszyła z jego futerka kapcie, więc Dani pomyślał, że może zwrócą one uwagę świętego Mikołaja, gdyż kapcie zrobione z króliczego futra są czymś nietypowym. Długo męczył się, zanim otworzył kuchenne drzwi. Przez chwilę zajaśniał przed jego oczami śnieg i gwiazdy, a potem mroźne powietrze uderzyło w niego z taką siłą, że na moment stracił oddech. Szybko rzucił kapeć na śnieg i zatrzasnął drzwi.
     Chłopiec wracał do łóżka z lekkim sercem, opatulił się kołdrą i schował nos w poduszkę. Co prawda odmawiał już modlitwę z Annette, ale teraz zapragnął dodać jeszcze kilka słów od siebie.
      - Dobry Boże, proszę - wyszeptał - zrób coś, żeby święty Mikołaj przejeżdżał tędy ze swoimi reniferami. Spraw także, by zobaczył mój czerwony kapeć i schował do niego maleńki prezent, mimo że jestem tylko małym, biednym chłopcem.
     Potem Dani zamknął oczy i zaczął śnić, jak tysiące innych dzieci na całym świecie, o starszym panu w purpurowym kubraku przemierzającym ośnieżone kraje przy dźwięku dzwonków zawieszonych na uprzęży reniferów.
     Następnego dnia obudził się bardzo wcześnie, gdyż dzieci zazwyczaj nie mogą długo spać w wigilijną noc i oczywiście jego pierwsza myśl dotyczyła futrzanego kapcia. Myśl ta była tak podniecająca, że serce zaczęło mu bić mocniej i od razu wyjrzał zza pierzyny, żeby przekonać się, czy Annette jeszcze nie wstała. Ale dziewczynka spała mocno z długimi, jasnymi włosami rozrzuconymi na poduszce, więc Dani pomyślał, że to środek nocy. Jednakże w tym momencie usłyszał ojca stukającego w kuchni naczyniami do mleka.
     Chłopiec doszedł do wniosku, że nastał już świąteczny poranek, więc musi wstać szybko, gdyż inaczej tata mógłby otworzyć drzwi i znaleźć prezent przed nim. Dani miał dziwne i zarazem silne przekonanie, że w kapciu czeka na niego gwiazdkowy podarek.
     Wydostał się z pokoju cichutko, by nie zbudzić siostry, po czym wymknął się do kuchni, gdzie natknął się na tatę. Ojciec zauważył go dopiero, gdy poczuł dwa dziecinne ramiona przytulające się do jego nogi; był to synek wpatrujący się weń rozświetlonymi oczami.
      - Czy święty Mikołaj już tu był? - zapytał Dani. Tata, który kładł się późno i wstawał wcześnie, musiał słyszeć dzwonki u sań i skrzypienie kroków na śniegu.
      - Święty Mikołaj? - powtórzył ojciec zbity z tropu. - Myślę, że nie. Mieszkamy zbyt daleko i zbyt wysoko w górach jak dla niego.
     Ale Dani potrząsnął przecząco głową.
      - Wcale nie - powiedział gorliwie. - Jego renifery mogą dojechać wszędzie, na pewno mocno spałeś i dlatego niczego nie słyszałeś. Otwórz mi drzwi, tato, bo może zostawił dla mnie prezent.
     Tata żałował, że nie wiedział o tym wszystkim wcześniej, gdyż przygotowałby chociaż kawałek czekolady; nie chciał bowiem patrzeć na rozczarowanie chłopca. Musiał jednakże otworzyć drzwi, żeby wystawić naczynia na mleko, przekręcił więc klucz w drzwiach, a Dani natychmiast zanurkował między jego nogami jak zając, by sprawdzić, czy jest dla niego niespodzianka.
     Zaraz potem rozległ się okrzyk pełen najgłębszej radości i malec cofnął się do kuchni, tuląc kapeć do piersi.
     Wydarzył się cud: święty Mikołaj rzeczywiście przybył do jego domu i zostawił prezent. W ciągu swego szczęśliwego, pięcioletniego życia Dani nie dostał piękniejszego podarku.
     Otulony króliczym futerkiem, w kapciu leżał maleńki, biały kotek z niebieskimi oczami i czarną łatką koło nosa. Był niesłychanie chudy, prawie nieżywy od zimna i głodu, i z pewnością królicze futro uratowało mu życie. Ledwie zipiał, więc tata zapomniawszy o swoich obowiązkach uklęknął, chcąc przywrócić go do życia.
     Na początku owinął kotka miękką, ciepłą flanelą i położył przy piecu; następnie podgrzał mleko w garnuszku i nakarmił go łyżeczką, gdyż zwierzątko było zbyt słabe, aby pić samodzielnie. Z początku wszystko wylatywało mu z pyszczka, ale po chwili kotek wysunął różowy języczek, a w jego przyćmionych, niebieskich oczach błysnęło zainteresowanie. Po pięciu minutach rozwinął ogonek i przeciągnął się. W końcu, najadłszy się do syta, zwinął się znowu w kłębek i pogrążył w spokojnym śnie.     Przez cały czas trwania akcji ratunkowej Dani i tata nie wyrzekli ani jednego słowa, gdyż byli tak bardzo zaangażowani. Ale teraz, kiedy ich praca została uwieńczona sukcesem, usiedli nareszcie i spojrzeli sobie w oczy. Policzki Daniego zaczerwieniły się niczym maki, a oczy świeciły jak gwiazdy. (str. 26 - 29)

P. St. John Skarby śniegu tł. Katarzyna Sperkowska Oficyna Wydawnicza "Vocatio", Warszawa, 2004

Ekranizacja: Skarby śniegu
Comments