Książki‎ > ‎Dla dorosłych‎ > ‎Dla dzieci‎ > ‎Proza dla dzieci‎ > ‎

Marcin Szczygielski - "Arka czasu" 2013

opublikowane: 23 lut 2014, 15:05 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 24 lut 2014, 08:59 ]
Marcin Szczygielski Arka czasu

     Ośmioletni Rafał mieszka wraz z dziadkiem w warszawskim getcie. Jego rodzice wyjechali do Afryki, kiedy miał trzy lata. Chłopiec nie chodzi do szkoły - nauczył się czytać od dziadka i od kilku miesięcy chodzi samodzielnie do biblioteki. Podczas jeden z takich wypraw spotyka nową bibliotekarkę, która daje mu do przeczytania "Wehikuł czasu" Herberta George'a Wellesa. Książka bardzo wpływa na wyobraźnię Rafała, który odtąd złych esesmanów nazywa Morlokami. Pewnego dnia dziadek sprzedaje skrzypce, swoje jedyne źródło utrzymania, żeby opłacić ucieczkę wnuczka z getta.
     Książka "Arka czasu" mimo odważnej tematyki świetnie się nadaje dla młodego czytelnika - jest wciągająca i zabawna. Dojrzalszego odbiorcę może zaś poruszyć doskonałe oddanie natury dziecka i wiarygodnie umiejscowienie akcji w historycznym kontekście.

Wiek bohaterów: Rafał Grzywiński - 8 lat

Wybrany fragment:

     Do biblioteki idzie się tak: najpierw trzeba przejść przez nasze podwórko, a potem przez ulicę i następne podwórko po drugiej stronie. Tutaj jest salon kosmetyczny i laboratorium pana Adama Duchowicznego, w którym robi on różne kremy i inne kosmetyki. Tam zawsze mocno pachnie, ale nigdy nie wiadomo, czy zapach będzie przyjemny czy nie - istna loteria, jak mówi Dziadzio. Dzisiaj pachniało ładnie, chociaż trochę kręciło w nosie. Tuż obok laboratorium ma swoją pracownię krawiec, który ciągle się sprzecza z panem Adamem o te zapachy, bo mówi, że go przez nie głowa boli. Myślę, że może mieć rację, bo przecież jak się siedzi cały dzień, wąchając takie różności, to rzeczywiście można mieć dosyć. Po minięciu tego podwórka wychodzi się na ulicę i trzeba iść w lewo, przejść na drugą stronę i skręcić w Twardą, która biegnie po łuku. Po drodze są: sklep z delikatesami i zwyczajny sklep spożywczy, prowadzony przez państwa Szurman, a zaraz obok - skup książek i księgarnia pana Mirskiego. Dochodzi się aż do pralni i tu znowu trzeba przejść na drugą stronę do budki z warzywami, a potem idzie się ulicą Ciepłą. Na Ciepłej nie ma nic szczególnie ciekawego, prócz mydlarni Kaminera z krzywym, czerwonym szyldem. Trzeba dojść do skrzyżowania i znowu skręcić w lewo. Mija się sklep z meblami giętymi. Po bokach witryny, na murze, wymalowane są krzesła i duży napis "Kasiczak", bo tak się nazywa właściciel sklepu. Gdy się dojdzie do skrzyżowania, tam, gdzie w chodniku jest wielka dziura, trzeba przejść na drugą stronę, skręcić w prawo i iść prosto przed siebie. Tu najlepiej za bardzo się nie rozglądać. Nie ma żadnych sklepów, tylko same warsztaty i kręci się dużo różnych ludzi, którzy chcą dostać pracę, oni na ogół nie są zbyt mili i wszystkich zaczepiają, a nawet potrafią coś zabrać człowiekowi siłą. Zawsze, gdy tędy idę, mam przy sobie jakąś książkę z biblioteki, więc najczęściej ten odcinek drogi staram się przebiec. Biegam szybko i raz dwa dobiegam do mostu. Przed mostem zwalniam, bo tu jest bardzo dużo ciekawych rzeczy do oglądania. Mnóstwo sklepików, mały bazar z ubraniami, a czasem nawet sprzedają tu kwiaty. Wbiegam po drewnianych schodach na most, bo na moście nie można się zatrzymywać i jest zawsze okropny tłok. Ten most zbudowano zaledwie kilka dni temu, deski jeszcze pachną żywicą. Staram się iść blisko barierki i patrzę w dół, szczególnie jeśli akurat jedzie tramwaj. Ulicą w dole chodzą ludzie, ale inni, i zazwyczaj nie ma ich zbyt wielu. Po drugiej stronie ulicy schodzi się z mostu po schodach i wraca się na Żelazną - to niedaleko. Po drodze jest cukiernia pana Jagody, tam też pachnie, ale zawsze ładnie. Jest jeszcze kawiarenka Albatros i wytwórnia pudełek z tektury pani Głowackiej. Pani Głowacka nosi bardzo dużo spódnic na raz i wełniany paltocik, nawet w lecie - mówi, że ciągle jest jej zimno. Najczęściej siedzi sobie na krzesełku przy bramie i wypatruje w tłumie znajomych, bo bardzo lubi rozmawiać. Dziadzio mówi, że pani Głowacka dużo bardziej lubi rozmawiać niż robić pudełka - coś w tym jest.
     Na rogu skręca się przy cukierni Sommera. Znowu lepiej biec, bo i tu są same warsztaty i fabryczki - na przykład przetwórnia spożywcza Avilo i hurtownia marmolady Karmen. A gdy się dobiegnie do skrzyżowania, to właściwie człowiek jest już u celu. Trzeba skręcić w prawo, po drodze jeszcze jest fabryka artykułów szklanych braci Starosznajder, a po drugiej stronie ulicy stoi kamienica, w której mieszczą się zakłady krawieckie i fabryka Browna i Rowińskiego - gdyby pójść w tamtą stronę, za wysokimi oknami można by zobaczyć pracownię, w której różne panie robią swetry i szaliki na specjalnych maszynach. Mija się jeszcze zakład jubilerski i już - Leszno 67. Tu trzeba wejść na podwórko otoczone kamienicami, wbiec po schodach i jest się na miejscu. W bibliotece. To moje najbardziej ulubione miejsce w całej Dzielnicy.

(str. 8 - 10)

M. Szczygielski Arka czasu, czyli wielka ucieczka Rafała od kiedyś przez wtedy do teraz i wstecz Wydawnictwo Piotra Marciszuka STENTOR, Warszawa, 2013

twórczość Marcina Szczygielskiego dla młodych czytelników:

2009 - "Omega"
2011 - "Czarny Młyn"
2013 - "Arka czasu"