Książki‎ > ‎Dla dorosłych‎ > ‎Dla dzieci‎ > ‎Proza dla dzieci‎ > ‎

Jan Ryska "Dziadziuś, ja i osiołek" (1966)

opublikowane: 27 wrz 2012, 12:46 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 29 wrz 2012, 10:27 ]

     Trochę zapomniana książka, a jednocześnie jedna z najlepszych, jakie dotąd przeczytałem. Autor to doświadczony czeski nauczyciel, publicysta i pisarz. Opisuje małego chłopca w sposób pogodny i pełen wdzięku. Krótkie zdania i wartka akcja zachęcają do lektury kolejnych rozdzialików.
     Pięcioletni Jerzyk mieszka w Pradze i chodzi do przedszkola. Jego rodzice są lekarzami - zajmują się wynajdowaniem nowych leków. Kiedy muszą wyjechać na dwa miesiące do Londynu, zostawiają Jerzyka u zaprzyjaźnionej rodziny - państwa Pokornych i ich kilkuletniej córeczki Hani. Chłopiec wolałby być u dziadka w Kralowicach, wsiada więc do tramwaju i jedzie do niego. Dziadziuś początkowo jest na niego zły, ale w gruncie rzeczy bardzo cieszy się z przyjazdu wnuka. Robi dla niego łódkę, wozi go na osiołku i uczy pływać. Pokazuje też maluchowi, jak się łowi ryby. Niestety dziadek wkrótce będzie się musiał wyprowadzić ze swojej chatki, bo brzeg rzeki będzie wyrównywany i czeka już na niego miejsce w domu spokojnej starości. Pomysłowy pięciolatek z całego serca chciałby go uratować od tego smutnego losu.
     Ilustracja na okładce dobrze oddaje to, co odnajdziemy w środku. Jan Ryska posługuje się prostym, a jednocześnie stylowym językiem. Pisze z perspektywy dziecka, a mimo to udaje mu się, gdzieś w tle, poruszyć wiele ważnych tematów - tj. potrzeba dzielenia się i wybaczania innym.

wiek bohaterów: Jerzyk Karpiszek - 5 lat

wybrany fragment:

     Jerzyk nie zaspał.
     Usłyszał budzik, otworzył oczy - i zaraz przypomniał sobie dziadka. Dlaczego nie powiedział mamie od razu wczoraj, że chce do Kralowic? Ale słyszał ją jakby z daleka. I źle ją widział, i źle rozumiał. Wie tylko, że mama boi się wody i tego, że mógłby wypaść z łodzi i się utopić.
     „Tak jakbym z dziadkiem nigdy nie pływał! A utopiłem się kiedyś? No właśnie!"
     Obok, w sypialni rodziców, było cicho. Jerzyk wyplątał się z koca i poszedł obudzić mamę i tatę.
      - Chcę, żebyście oddali mnie do dziadka - powiedział.
     Mama patrzyła na niego jakby z daleka. Jakby go źle widziała i jakby nic nie rozumiała.
     Ale zaraz spojrzała na zegarek — i zaczęło się.
      - Karol, szybko, już siódma!
     I do kuchni, i do spiżarni, i do łazienki - a Jerzyk stale za nią. I że chce do dziadka, a nie chce do państwa Pokornych.
      - Synku, nie nudź! I nie plącz mi się pod nogami - zostaw to do wieczora. Wieczorem razem się zastanowimy.
      - Ale ja tam chcę! - krzyknął i aż cały poczerwieniał.
      -  Jerzyku! - mama przestała się spieszyć i spojrzała na niego. Miała wielkie oczy, a Jerzyk przestraszył się. Teraz dopiero się zacznie!
     Na szczęście się nie zaczęło, chociaż już wisiało na włosku: „Jak śmiesz! Na to jesteś jeszcze za mały!"
     Jerzyk naburmuszył się. Ale siedział cicho jak myszka.
     Tylko myślał:
     „Na to jestem jeszcze za mały. Ale gdybym was nie obudził, tobyście zaspali. A mówicie, że jesteście dorośli".
     I poszedł wypatrywać nadejścia wiewiórki.
     Siadywała rano na świerczku, który rósł pod oknem, i myła się. Bez wody, tak tylko. A przy tym przeciągała się i łapkami tak się drapała i szorowała, jakby siedziała pod prysznicem.
     Zazdrościł jej tego. Ona ma dobrze: zamiast wodą, myje się wiatrem. Zaczął ją naśladować. Mył się przy oknie z wiewiórką.
     Ale dziś wiewiórki nie było. Jerzyk czekał, myślał o dziadku, o mamie, i zdecydował się, że pójdzie do taty.
     Ale na podwórku zaskrzypiały otwierane drzwi. Został więc przy oknie.
     Jak czerwony żuk wypełzł z garażu mały fiacik.
      - Stop! - Jerzyk podniósł rękę, bo nie miał lizaka. - Stop - bo
wjedziesz na schody.
     Tata tego nie słyszy, silnik huczy mu koło ucha jak rozzłoszczona pszczoła i tata musi wychylić się przez okno. A Jerzyk dalej bawi się w dyspozytora.
      - Do przodu! Do przodu! I wyłącz ssanie, strasznie dymisz.
     Tata wyjechał na ulicę, mama zamyka bramę od ogródka. Teraz pewnie spojrzy w górę, w okno. Spojrzała.
      - Skończ rogalik, wypij kakao i bądź grzeczny w przedszkolu. Jerzyk schował się za doniczki z kwiatami.
      - No już dobrze, synku - powiedziała mama.
     Powiedziała to tak czule, że Jerzyk wyjrzał zza doniczki. A mama uśmiechnęła się i pomachała ręką - jakby go głaskała po głowie.
      - A 1 e  j a  c h c ę  d o  d z i a d k a! — Jerzyk otwiera buzię jak gdyby gryzł powietrze. I wychyla się z okna, żeby mama mogła to odczytać. Mama to zrozumiała i też zaczęła gryźć powietrze. Jerzyk czytał: T y  ł o b u z i a k u  j e d e n!     
     Ale musiała już wsiadać i tata tylko zatrąbił Jerzykowi. Ale cicho, żeby nie obudzić całej ulicy.
      - Tu-tu-tu, Je-rzy-ku! - I zniknęli za rogiem.
     Patrzył przez chwilę za nimi na pustą ulicę. Słuchał, jak auto warczy między ogródkami. Kiedy nie słyszał już nic, a wiewiórki dalej nie było, powlókł się do kuchni.
     Nagle wystraszył się. „Przecież jestem jeszcze bez spodni". I pobiegł się ubierać.
(str. 10-12)

Książka ma 131 stron, duże wyraźne litery i trzynaście stylowych ilustracji Ewy Salamon:

J. Ryska Dziadziuś, ja i osiołek tł. Maria Marjańska-Czernik, Nasza Księgarnia, Warszawa, 1979

ekranizacja:

Film "Dědeček, Kyliján a já" z 1966 r. reż. Jiří Hanibal. W roli Jerzyka (oryg. Jozánek) wystąpił siedmioletni David Schneider.
(zdjęcia pochodzą z dostępnej w internecie kopii AVI 823 MB z czeskiej telewizji, oryginalna czeska ścieżka dźwiękowa, brak polskiej wersji językowej)

oryginalny tytuł:

Dědeček, Kyliján a já

tagi: recenzja, opis, charakterystyka, streszczenie
Comments