Książki‎ > ‎Dla dorosłych‎ > ‎Dla dorosłych‎ > ‎Proza dla dorosłych‎ > ‎

Tony Parsons "Mężczyzna i chłopiec" (1999)

opublikowane: 5 lis 2012, 12:05 przez c.gontkiewicz@gmail.com

     Bestsellerowa powieść brytyjskiego dziennikarza Tony'ego Parsonsa sprzedała się na całym świecie w milionowych nakładach. Książka nawiązuje do powieści "Kramer kontra Kramer" Avery'ego Cormana. Niestety przy porównaniu z poprzednikiem zdecydowanie przegrywa. W zasadzie jest to romans, choć trzeba przyznać, że dość oryginalny. 
     Harry Silver nierozważnie daje się uwieść koleżance z pracy. Kiedy jego żona Gina dowiaduje się o tym, porzuca go z małym, czteroletnim synkiem, a sama wyjeżdża do Japonii. Mężczyzna decyduje się zaopiekować malcem. Pomaga mu amerykańska kelnerka spotkana w barze. Niestety zaczynają się problemy w pracy (zostaje z niej wyrzucony) i w rodzinie (jego relacje z ojcem są fatalne). Harry próbuje sobie jakoś z tym wszystkim poradzić. Przy okazji odkrywa wiele różnych prawd o życiu, kobietach, byciu mężczyzną i ojcem. Musi też zdecydować między wciąż żywym uczuciem do żony, a nową namiętnością do kelnerki (również samotnej matki o skomplikowanej przeszłości).
     Miłośniczkom romansów może się spodobać bohater tej książki - trzydziestoletni wrażliwy mężczyzna. Książka jest pełna przemyśleń Harry'ego, jego dylematów wyrażonych długimi wewnętrznymi monologami, zabawnych komentarzy o osobach z którymi akurat rozmawia. Niestety dla mężczyzn lektura ta może się okazać nudna i irytująca. Co więcej, wydarzenia i problemy przedstawione w książce są dość zwyczajne, ot po prostu życie. Naprawdę trudno znaleźć w niej jakiś nowatorski element. 
     Chłopiec jest tylko bohaterem pobocznym, poświęcono mu niewiele fragmentów. Podobne jak ojciec, ma obsesję ma punkcie marek, popkultury, reklam - uwielbia wszystko, co jest związane z Gwiezdnymi Wojnami. Jest opisany tak jak każde inne dziecko, czyli bardzo ubogo. Jeśli ktoś chce chce sięgnąć po książkę "Mężczyzna i chłopiec" skuszony obiecującym tytułem - nie polecam.

Wybrany fragment (jeden z najciekawszych):

     Pat szedł do szkoły.
     Mundurek, który musiał włożyć, miał mu dodać powagi. Szary sweter z wycięciem w serek, biała koszula oraz żółty krawat miały upodobnić go do małego mężczyzny. Ale nic z tego.
     Szkolny strój podkreślał tylko jego niedojrzałość. Zbliżając się do swoich piątych urodzin, Pat nie był jeszcze nawet młody. Nadal był nowy jak spod igły. Mimo że ubrany bardziej oficjalnie niż ja.
     Pomagając mu przygotować się do pierwszego dnia szkoły, z zaskoczeniem uświadomiłem sobie, jak bardzo kocham jego buzię. Kiedy był niemowlakiem, nie miałem pojęcia, czy jest naprawdę piękny, czy to tylko dają o sobie znać moje ojcowskie geny. Teraz wiedziałem, że to prawda.
     Ze swoimi jasnoniebieskimi oczyma, długimi żółtymi włosami oraz nieśmiałym wstydliwym uśmiechem, który pojawiał się na niewiarygodnie gładkiej twarzy, był naprawdę ślicznym chłopcem.
     A teraz miałem wypuścić mojego ślicznego synka na szerokie wody. Przynajmniej do piętnastej trzydzieści. Obu nam wydawało się to wiecznością.
     Teraz już się nie uśmiechał. Połykając Coco Pops, siedział blady i milczący w swoim pastiszu dorosłego stroju, starając się opanować drżenie podbródka i wysuwając do przodu dolną wargę, podczas gdy ja ani na chwilę nie przestawałem zachwalać najcudowniejszego momentu, jakim jest pierwszy dzień szkoły w życiu młodego człowieka.
Śniadanie przerwał telefon od Giny. Wiedziałem, że niełatwo jej było zadzwonić — tam, gdzie przebywała, wciąż jeszcze trwał w najlepsze dzień pracy — ale wiedziałem również, że musiała zamienić z nim kilka słów w tym wielkim dniu. Patrzyłem, jak rozmawia z matką, w uwierającej go koszuli i krawacie, dziecko, które zmuszono nagle do grania roli mężczyzny.
     A potem trzeba było ruszać.
     Kiedy podjechaliśmy bliżej szkoły, wpadłem w panikę. Wszędzie roiło się od dzieci, ubranych dokładnie tak samo jak Pat i podążających w tym samym kierunku co my. Mogłem go tam zgubić. Mogłem go zgubić raz na zawsze.
     Zatrzymaliśmy się w pewnej odległości od szkoły. Samochody parkowały na drugiego i na trzeciego. Małe dziewczynki z pudełkami na lunch ozdobionymi portretem Leonarda di Caprio gramoliły się z pojazdów drogowych o rozmiarach czołgu pancernego. Więksi chłopcy z płóciennymi workami Manchester United i Arsenal wysiadali ze starych landar. Hałas, jaki wydawało to plemię, o wzroście trzech stóp, był nie do uwierzenia.
     Wziąłem Pata za spoconą rękę i zmieszaliśmy się z tłumem. Na boisku zobaczyłem grupkę małych oszołomionych pierwszoklasistów oraz ich podenerwowanych rodziców. Przechodziliśmy właśnie przez bramę, by do nich dołączyć, gdy spostrzegłem, że w jednym z nowych skórzanych czarnych półbutów Pata rozwiązało się sznurowadło.
      - Poczekaj, zawiążę ci - powiedziałem, klękając przy nim i uświadamiając sobie, że po raz pierwszy w życiu ma na nogach coś innego niż tenisówki.
     Dwóch mijających nas, idących ramię w ramię starszych chłopców posłało nam drwiące spojrzenie. Pat niepewnie się do nich uśmiechnął.
      - Nie potrafi nawet zawiązać sznurowadeł! - parsknął jeden z nich.
      - Nie - przyznał Pat - ale umiem za to odczytać godzinę.
     Zaczęli obaj zataczać się ze śmiechu, podtrzymując się, żeby nie upaść, a potem odeszli, powtarzając z niedowierzaniem to, co im powiedział.
      - Przecież umiem odczytać godzinę - powtórzył Pat, sądząc, że mu nie uwierzyli.
     Mrugając wściekle oczyma, poważnie zastanawiał się, czy się nie rozpłakać.
      - Potrafisz wspaniale odczytać godzinę - zapewniłem go.
     Nie mogłem uwierzyć, że naprawdę oddaję mego syna na pastwę całego zła i cynizmu parszywego współczesnego świata. Weszliśmy na boisko. (str. 157-159)

Wiek bohaterów: Pat od 4 do 7 lat

T. Parsons Mężczyzna i chłopiec tł. Andrzej Szulc

Oryginalny tytuł:

Man and boy

Ekranizacja:

Man and boy (2002) reż. Simon Curtis
w roli Pata Dominic Howell:
(zdjęcia pochodzą z brytyjskiego wydania DVD, brak polskiej wersji językowej)

Słowa kluczowe: opis, charakterystyka, recenzja, streszczenie
Comments