Książki‎ > ‎Dla dorosłych‎ > ‎Dla dorosłych‎ > ‎Proza dla dorosłych‎ > ‎

Paweł Sanajew "Pochowajcie mnie pod podłogą" (2003)

opublikowane: 23 wrz 2012, 10:54 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 22 gru 2014, 06:02 ]

     Debiut fabularny Pawła Sanajewa jest oparty na jego przeżyciach z dzieciństwa. W wieku 4 lat został on odebrany matce przez zaborczą i nadopiekuńczą babkę. Szczerze nienawidzi ona swej córki, więc jej wizyty u malca ogranicza do minimum. Z powodu swojej chorowitości kilkuletni Sasza poddawany jest przez nią najróżniejszym zabiegom leczniczym. Ale babcia wcale nie okazuje mu delikatności i czułości. W poczuciu własnej krzywdy i zmarnowanego życia beszta malca za każde najdrobniejsze przewinienie, a nawet obsypuje bez najmniejszego powodu wiązankami przekleństw. Jednocześnie jest do niego niezwykle przywiązana, jej życie zdaje się zależeć tylko od niego.
     Mimo gorzkiej tematyki toksycznych relacji między bliskimi, powieść ta nie jest przygnębiająca. Nie tylko zostawia iskrę nadziei, ale też przez nagromadzenie groteskowych sytuacji, rozśmiesza do łez. Paweł Sanajew nie stawia swojego bohatera w pozycji ofiary. Stara się opisać wszystkie szczegóły sytuacji, żeby czytelnik mógł zrozumieć motywy postępowania bohaterów. Psychika zastraszonego dziecka, rozdartego między despotyczną babką, a matką, której nie wolno mu kochać, jest odmalowana najlepiej jak to możliwe (bo z doświadczenia). Książkę można polecić nie tylko wielbicielom prozy na faktach. Jest to kawał dobrej literatury - zaskakuje bogactwem środków wyrazu i błyskotliwym stylem.

wiek bohaterów: Sasza Sawielew - 8 lat

wybrany fragment:

     Ciągle na coś chorowałem i zgodnie z prognozami babci powinienem zgnić przed szesnastką, by następnie wynieść się na tamten świat. Tamten świat wyobrażałem sobie jako coś w rodzaju kuchennego zsypu, będącego granicą, za którą kończyło się istnienie rzeczy. Wszystko, co trafiało w jego czeluść, znikało bezpowrotnie. Jeśli jakaś rzecz się zepsuła, można ją było jeszcze naprawić, jeśli się zawieruszyła, można ją było odnaleźć, ale po tym, co wyrzucono do zsypu, zostawało jedynie wspomnienie albo w ogóle nic. Kiedy babcia mi coś odbierała, wiedziałem, że dopóki czeluść się nie zamknie, przedmiot jeszcze istnieje i jest nadzieja, że da się go na powrót wyprosić lub przynajmniej zobaczyć; jeśli zaś czeluść się zamknęła, odebrany przedmiot przestawał istnieć na zawsze.
     Kiedyś mama podarowała mi komplet narzędzi, w którym był malutki młotek. Postukałem nim w oparcie dziadkowej kanapy, zostawiając kilka wgłębień, za co dziadek zabrał mi młotek i poniósł go do kuchni. I zaraz usłyszałem, jak trzasnęła klapa od zsypu. Pomyślałem, że młotek od mamy przepadł i że już nigdy go nie zobaczę, i zacząłem tak strasznie płakać, w życiu tak nie płakałem. Klapa się zamknęła... prezent od mamy... już nigdy! Nigdy w życiu!
     „Nigdy". To słowo zapalało mi się przed oczami, piekło je swoim okrutnym sensem i wyciskało strumienie łez, którym nie było końca. Słowu „nigdy" nie można było się przeciwstawić. wystarczyło, że się trochę uspokoiłem, "nigdy" uporczwie wpływało z głębi piersi, przepełniało mnie całego i wyciskało nowe potoki łez, które już dawno, zdawałoby się, powinny wyschnąć. Dla „nigdy'' nie można było znaleźć żadnego pocieszenia, dlatego nawet nie chciałem patrzeć, co wsuwa mi do rąk dziadek. A dziadek wkładał mi w ręce młotek. Okazało się, że tylko go schował do swojej szuflady, a zsyp trzasnął, ponieważ babcia wyrzucała śmieci. Z trudem się uspokoiłem i choć trzymałem już młotek w rękach, wciąż nie mogłem uwierzyć, że znowu go widzę, a okrutne „nigdy" wycofało się i nie będzie mnie już dalej męczyć.
     „Nigdy" to była rzecz najstraszniejsza w moich myślach o śmierci. Dokładnie sobie wyobrażałem, jak będę musiał leżeć w ziemi, sam, pod krzyżem, na cmentarzu, nigdy nie będę mógł wstać, będę widział tylko ciemność i słyszał tylko szelest robaków, które będą mnie żarły, a ja nie będę mógł się przed nimi bronić. To było tak potworne, że cały czas myślałem, jak tego losu uniknąć.
     „Poproszę mamę, żeby mnie pochowała w domu pod podłogą — wymyśliłem sobie pewnego razu. — Tam nie będzie robaków, nie będzie ciemności. Mama będzie przechodzić obok, a ja będę na nią patrzeć przez szpary i nie będzie mi tak strasznie jak na cmentarzu".
     Kiedy już wpadłem na ten wspaniały pomysł — by zostać pochowanym u mamy pod podłogą — jedyną wątpliwość budziła myśl, że babcia może mnie mamie nie oddać. A patrzeć przez szpary w podłodze na babcię wcale nie miałem ochoty. Żeby jakoś tę sprawę rozwiązać, spytałem babcię, tak po prostu: „Babciu, a jak umrę, to można by mnie pochować u mamy pod podłogą?". Babcia odpowiedziała, że jestem skończonym idiotą i mogę zostać pochowany wyłączne na ryłach kliniki psychiatrycznej. Dowiedziałem się jeszcze, że babcia wprost nie może się doczekać, kiedy pochowają pod podłogą moją mamę, i że im prędzej to nastąpi, tym lepiej. Zląkłem się tej kliniki psychiatrycznej, więc do sprawy pogrzebu postanowiłem na razie nie wracać, zdecydowałem, że dopiero tuż przed skończeniem szesnastu lat, kiedy już zupełnie zgniję, postawię ją na ostrzu noża: ostatnia wola umierającego i tyle. Babcia się nie wykręci, a mama będzie się tylko cieszyć, że pochowają mnie tak bliziutko.

P. Sanajew Pochowajcie mnie pod podłogą tł. Izabela Korybut-Daszkiewicz, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 2009


oryginalny tytuł:

Pavel Sanaev "Pochoronitie mienia za plintusom"
Павел Санаев "Похороните меня за плинтусом"

tagi: recenzja, opis, charakterystyka, streszczenie