Książki‎ > ‎Dla dorosłych‎ > ‎Dla dorosłych‎ > ‎Proza dla dorosłych‎ > ‎

Frank McCourt "Popiół i żar" 1996

opublikowane: 14 mar 2013, 13:44 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 9 gru 2013, 15:22 ]
Okładka książki Franka McCourta Popiół i żar

     "Popiół i żar" to przetłumaczone na kilkanaście języków i nagrodzone Pulitzerem wspomnienia z dzieciństwa i młodości Franka McCourta. Jest to książka bezkompromisowa - autor obnaża w niej zabobonną irlandzką religijność, która nie wyklucza chciwości i podstępności, portretuje różne ludzkie indywidua w sposób wyrazisty, ale też z wyrozumiałością i humorem, o samym sobie mówi z nadzwyczajną szczerością, nie przemilczając nawet wstydliwych spraw.
     Wspomnienia rozpoczynają się, kiedy mały Frankie ma zaledwie dwa lata. Chłopczyk urodził się w Ameryce, ale kiedy jego rodzeństwo zaczyna być "wynoszone w drewnianych skrzynkach" z powodu głodu i chorób wszędobylskie ciotki decydują, że rodzice chłopca powinni wrócić do rodzinnej Irlandii. Niestety okazuje się, że w ojczyźnie jest jeszcze gorzej niż na obczyźnie - ciężko o pracę, pomoc społeczna szydzi i upokarza podopiecznych, a kościół straszy wiecznym potępieniem duszy. Frank, jak na przyszłego pisarza przystało, jest inteligentnym i wrażliwym chłopcem oraz bacznym obserwatorem rzeczywistości. Jego opisy wydarzeń i charakterystyki ludzi mają w sobie ogromną siłę, nie tylko dlatego, że są autentyczne, ale także ze względu na literackie walory, dzięki którym wspomnienie "Popiół i żar" czyta się jak dobrą powieść.
     Książka opisuje dzieciństwo Franka aż do 19 roku życia, ale jest zdecydowanie godna polecenia. Pasjonująca jest możliwość obserwowania szkolnych przeżyć chłopca, jego życia rodzinnego i dorastania. Dzięki swojej odwadze i humanizmowi na długo zostaje w pamięci.

Wiek bohaterów: Frank 2 -19 lat

Wybrany fragment (początkowe strony):

Moi rodzice powinni byli zostać w Nowym Jorku, gdzie się poznali i pobrali i gdzie przyszedłem na świat. Wrócili jednak do Irlandii, kiedy ja miałem cztery lata, mój brat Malachy trzy, bliźnięta — Oliver i Eugene — zaledwie rok, a siostra Margaret już nie żyła.
     Kiedy myślę o swoim dzieciństwie, zastanawia mnie, jak udało mi się przeżyć. Było to, naturalnie, żałosne dzieciństwo, bo nad szczęśliwym dzieciństwem w ogóle nie warto się zastanawiać. Gorsze od normalnego żałosnego dzieciństwa jest żałosne irlandzkie dzieciństwo, a jeszcze gorsze — żałosne irlandzkie dzieciństwo katolickie.
     Ludzie zawsze chełpią się i biadolą z powodu nieszczęść wczesnych lat swojej egzystencji, ale nic nie może dorównać irlandzkiej wersji tego fenomenu, na który składają się: bieda, niezaradny, złotousty ojciec alkoholik; nabożna, przegrana matka jęcząca przy kominku; napuszeni księża; surowi nauczyciele i Anglicy wraz ze wszystkimi okropnościami, jakie nam wyrządzali przez osiem długich stuleci.
     A przede wszystkim nieustająca wilgoć.
     Nad Oceanem Atlantyckim zbierają się wielkie ściany deszczu, by przesuwać się powoli w górę rzeki Shannon i osiąść na stałe w Limerick. Deszcz spada na miasto od Nowego Roku aż po sylwestra. Powoduje kakofonię suchego kaszlu, bronchitowych rzężeń, astmatycznych gwizdów, gruźliczych pochrząkiwań. Zmienia nosy w fontanny, a płuca w przesiąknięte bakteriami gąbki. To z kolei prowokuje obfitość kuracji: na katar cebula ugotowana w mleku zasypanym pieprzem, na zatkane drogi oddechowe papka z rozgotowanej mąki i pokrzyw, zawinięta w szmatę i gorąca przyłożona na piersi.
     Od października do kwietnia mury miasta Limerick błyszczą od wilgoci. Ubrania nigdy nie schną, w tweedowych i wełnianych paltach bytują żywe organizmy, czasami toczy się w nich jakaś tajemnicza wegetacja. W pubach unosi się opar wilgotnych ciał i przyodziewku, wdychany wraz z dymem papierosów i fajek, z zastarzałym odorem rozlanego porteru i whisky, z wonią szczyn dochodzącą z wychodka na zewnątrz, gdzie niejedna tygodniówka obraca się w rzygowiny.
     Deszcz zapędzał nas do kościoła — było to nasze schronienie, nasza siła, nasze jedyne suche miejsce. Tłoczyliśmy się w wielkich, wilgotnych skupiskach na mszach, błogosławieństwach, nowennach, usypiani monotonnym głosem kapłana, a para unosząca się z ubrań mieszała się ze słodką wonią kadzideł, kwiatów i świec.
     Limerick zyskał reputację miasta szczególnej pobożności, my jednak wiedzieliśmy, że krył się za tym wyłącznie deszcz.

(str. 9 - 10)

F. McCourt Popiół i żar tł. Hanna Pawlikowska-Gannon Świat Książki, Warszawa, 1999

Ekranizacja:
Prochy Angeli w reżyserii Alana Parkera

PODOBNE

książka "Mały Illimar" Friedeberta Tuglasa (obszerna autobiograficzna opowieść stanowiąca podsumowanie całego dzieciństwa)

IRLANDZKIE DZIECIŃSTWO

1992 film "Na zachód" (link zewnętrzny)
1992 powieść "Chłopak rzeźnika" - 1997 ekranizacja "Chłopak rzeźnika"
1996 film "The Boy from Mercury"
1996 powieść "Popiół i żar" - 1999 ekranizacja "Prochy Angeli"
2004 film "Mickybo i ja"
2010 film "Pas startowy"