Książki‎ > ‎Dla dorosłych‎ > ‎Dla dorosłych‎ > ‎Proza dla dorosłych‎ > ‎

Éric-Emmanuel Schmitt "Oskar i pani Róża" (2002)

opublikowane: 15 sie 2012, 11:39 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 15 sie 2012, 11:42 ]

     Słynny francusko-belgijski powieściopisarz, dramaturg i reżyser napisał "Oskara i panią Różę" bazując na własnych przeżyciach z dzieciństwa. Jego ojciec był kinezyterapeutą i pracował w klinikach pediatrycznych, zakładach dla upośledzonych ruchowo i neurologicznie oraz w ośrodkach dla głuchoniemych dzieci. Schmitt jako dziecko często stykał się więc ze światem choroby i śmierci.
     Porównywana do "Małego Księcia" opowieść Erica-Emmanuela składa się z kilkunastu listów chorego na białaczkę chłopca do Boga. Za namową cioci Róży Oskarek opisuje panu Bogu, w którego istnienie powątpiewa, przebieg każdego z ostatnich dni swego życia. Z dziecięcą szczerością, prostotą i ironią opowiada o zawodzie jaki sprawili mu rodzice, którzy opuścili go w tym trudnym momencie, o rówieśnikach ze szpitala i jego jedynej przyjaciółce - niezwykłej pani Róży.

wiek bohaterów: Oskar 10 lat

wybrany fragment:

(...) Cioci Róży nie muszę Ci, Panie Boże, przedstawiać, to Twoja stara kumpelka, to ona kazała mi do Ciebie napisać. Problem tylko w tym, że jestem jedynym, który nazywa ją ciocią Różą. Musisz więc postarać się zrozumieć, o kim mówię: ze wszystkich pań w różowych fartuchach, które przychodzą z zewnątrz, żeby spędzać czas z chorymi dziećmi, ona jest najstarsza.
      - Ile masz lat, ciociu Różo?
      - Potrafisz zapamiętać trzynastocyfrową liczbę, Oskarku?
      - Och! Chyba przesadzasz!
      - Nie. Lepiej, żeby nie wiedziano tu, ile mam lat, bo wyrzucą mnie i więcej się nie zobaczymy.
      - Dlaczego?
      - Jestem tu nielegalnie. Jest pewna granica wieku, żeby być wolontariuszką. A ja ją dawno przekroczyłam.
      - Jesteś przeterminowana?
      - Tak.
      - Jak jogurt?
      - Ćśś!
      - Dobrze! Nikomu nie powiem.
     Była cholernie odważna, że wyznała mi swój sekret. Ale dobrze trafiła. Nie pisnę słowa, chociaż dziwię się, że przy tych wszystkich zmarszczkach, które jak promienie słońca okalają jej oczy, nikt się jeszcze nie domyślił.
     Innym razem poznałem jej kolejny sekret i teraz już, Panie Boże, na pewno skojarzysz, o kogo chodzi.
Spacerowaliśmy po szpitalnym parku i nagle wdepnęła w kupę.
      - Cholera!
      - Ciociu, brzydko się wyrażasz!
      - Odczep się, szczeniaku, mówię, jak mi się podoba.
      - Och, ciociu Różo.
      - I rusz tyłek. To jest, kurde, spacer, a nie wyścigi ślimaków.
     Kiedy siedliśmy na ławce, żeby zjeść cukierka, spytałem:
      - Dlaczego tak brzydko mówisz?
      - Skrzywienie zawodowe, Oskarku. W moim zawodzie nie miałam żadnych szans, jeśli nie używałam mocnych słów.
      - A jaki był twój zawód?
      - Nie uwierzysz, jeśli ci powiem...
      - Przysięgam ci, że uwierzę.
      - Byłam zapaśniczką.
      - Bujasz!
      - Byłam zapaśniczką! Nazywano mnie Dusicielką z Langwedocji.
     Od tej pory, kiedy dopada mnie chandra i kiedy jest pewne, że nikt nas nie może usłyszeć, ciocia Róża opowiada mi o swoich walkach: Dusicielka z Langwedocji przeciw Rzeźniczce z Limousin, o tym, jak przez dwadzieścia lat zmagała się z Diaboliką Sinclair, Holenderką, która miała piersi jak pociski, a przede wszystkim o spotkaniu w turnieju o puchar świata z Ullą Ullą, zwaną Suką z Hamburga, której nikomu nie udało się pobić, nawet Stalowym Udom, wielkiej mistrzyni cioci Róży z czasów, kiedy była zapaśniczką. Te wszystkie opowieści wprawiają mnie w rozmarzenie, wyobrażam sobie moją znajomą, drobną, trochę trzęsącą się staruszkę w różowym fartuchu na ringu, jak rozkłada na cztery łopatki olbrzymki w obcisłych trykotach. Wydaje mi się, że to ja. Staję się najsilniejszy. Mszczę się.

(fragment pierwszego listu, pisownia oryginalna)

E.-E. Schmitt Oskar i pani Róża tł. Barbara Grzegorzewska, Znak, Kraków, 2011

ekranizacja: Oskar i pani Róża

oryginalny tytuł:

Oscar et la Dame rose

tagi: recenzja, opis, charakterystyka, streszczenie
Comments