Książki‎ > ‎Dla dorosłych‎ > ‎Dla dorosłych‎ > ‎

Proza dla dorosłych

Susan Hill - "Jestem królem zamku" 1970

opublikowane: 16 sty 2016, 16:10 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 16 sty 2016, 16:12 ]

Susan Hill Jestem królem zamku

     Porównywana do "Władcy much" Goldinga powieść Susan Hill "Jestem królem zamku" porusza temat zaciętej rywalizacji dwóch dziecięcych charakterów.
     Charles Kingshaw to wrażliwy i nieśmiały jedenastolatek, który wraz z matką Heleną przybywa do posiadłości Warings. Właścicielem domu jest mężczyzna w średnim wieku Joseph Hooper, który po śmierci żony samotnie wychowuje dziesięcioletniego syna Edmunda i potrzebuje kobiecej ręki do prowadzenia domu. Edmund jest dzieckiem z którym trudno się porozumieć, utrzymuje z ojcem chłodny, czysto formalny stosunek. Kiedy Edmund dowiaduje się, że wraz ze służącą, do domu wprowadzi się jej syn, zamierza jednoznacznie dać mu znać, gdzie jest jego miejsce.
     Otoczona ciemnym lasem wiktoriańska posiadłość od samego początku nie robi na Charlesie dobrego wrażenia, nie chce tutaj być i dziwi się matce, że zarówno sam dom, jak i jego właściciel przypadają jej do gustu. Największe wrażenie robi jednak na nim nieprzejednana wrogość Edmunda, na którą, mimo że jest od swojego rywala starszy i wyższy, nie potrafi znaleźć skutecznej obrony.

Wiek bohaterów: Charles Kingshaw 11 lat
                                    Edmund Hopper 10 lat


Wybrany fragment:

     Fenwick chodził razem z nim do szkoły. Spoglądali na siebie zaczepnie, nic jednak nie mówili. Kingshaw pragnął, aby się zaprzyjaźnili. Przez cały tydzień starał się być blisko Fenwicka, rozmawiać z nim. Ale Fenwick się nie odzywał. I pewnego razu przewrócił się.
     Boisko było na wzgórzu, chłopcy zbici w gromadki pędem zbiegali na dół bawiąc się w odrzutowce. Kingshaw jeszcze na dziedzińcu starał się tak ustawić, aby być koło Fenwicka. Mniej więcej w połowie drogi Fenwick się potknął i upadł na twarz zsuwając się w dół parę metrów. Kingshaw pomógł mu wstać, kolana łokcie i twarz miał mocno pościerane, lecia mu krew. Wszyscy pobiegli dalej z krzykiem naśladującym warkot odrzutowca, nawet nic nie zauważyli.
       - Pójdę i kogoś sprowadzę, najlepiej pielęgniarkę, wezmą cię do ambulatorium. Nic ci nie będzie.
       - Daj spokój - zaprotestował Fenwick. Był blady, mimo że zakrwawiony. Powoli zaczął sam schodzić na dół. Kingshaw ponownie wyraził gotowość sprowadzenia kogoś, ale Fenwick jeszcze gwałtowniej zaprotestował: - Nie wygłupiaj się! - Kingshaw poszedł razem z nim, nieproszony, aż dotarli do budynku szkolnego.
     Krew ścieka mu po nodze i skapywa na żwirowana drogę. Kingshaw nie wiedział co mówić, ani też co robić. Fenwick go onieśmielał. Gdyby jemu się to przydarzyło, na pewno by płakał, nie potrafiłby nad sobą zapanować. Fenwick nawet nie jęknął. Jego twarz była blada i nieruchoma. Kingshaw bał się Fenwicka.
     W ambulatorium usiadł na twardym krześle, pielęgniarka nie wyprosiła Kingshawa, uzna pewnie, że są przyjaciółmi, został, chciał tego, chciał być przyjacielem Fenwicka, a poza tym nie bardzo wiedział, jak się zachować, nie dostał przecież żadnego polecenia.
     Zranione miejsca i otarcia obmyła starannie watką umoczoną w misce z woda, ciepłą i opalizujacą od Dettolu. Trwało to długo. Kingshaw stał przy drzwiach bliski łez, przy każdym plusku wody ściskało go w żołądku. Fenwick nie patrzył w jego stronę, siedział bez ruchu i nie płakał, tylko zaciskał ręce na oparciach fotela, jedynie parę razy wciągnął z sykiem powietrze.
       - Możesz sobie tutaj poleżeć do obiadu.
     Fenwick jednak powiedział: - Dziękuję, czuje się dobrze - po czym wstał i skierował się w stronę drzwi. Kingshaw poszedł za nim do sali, ale Fenwick nie zwracał na niego najmniejszej uwagi, szedł w miarę możliwości szybko, patrząc przed siebie. Łokcie i kolana miał pooklejane plastrami i opatrunkami.
     Wieczorem Fenwick stanął przy umywalce obok Kingshawa.
       - Fenwick?
       - Co?
       - Czy... dobrze się czujesz? Nie boli cię?
     Oczy Fenwicka zwęziły się i powiedział: - Daj spokój, głupi. - Nic więcej.
     W łóżku Kingshaw rozmyślał, taki właśnie powinien być każdy, właśnie taki. Potem już jednak unikał Fenwicka, bo wiedział, że nigdy nie będzie taki jak on.

(str. 191 - 192)

S. Hill Jestem królem zamku tł. Ryszarda Grzybowska, Czytelnik, Warszawa1984

Tytuł oryginalny: 

I'm the king of the castle

Ekranizacja: Pan na zamku (Je suis le seigneur du château) 1989, reż. Régis Wargnier, w roli Charlesa wystąpił David Behar, w roli EdmundRégis Arpin:
David Behar Pan na zamku Je suis le seigneur du chateau 1989
Regis Arpin Pan na zamku Je suis le seigneur du chateau 1989
David Behar Regis Arpin Pan na zamku Je suis le seigneur du chateau 1989
David Behar Pan na zamku Je suis le seigneur du chateau 1989

Gilbert Cesbron - "Bezdomne psy" 1954

opublikowane: 15 lut 2015, 02:36 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 15 lut 2015, 03:13 ]

Gilbert Cesbron Bezdomne psy

     Powieść "Bezdomne psy" popularnego katolickiego pisarza Gilberta Cesbrona osiągnęła we Francji nakład ćwierć miliona egzemplarzy. Jej głównym tematem jest funkcjonowanie sądów dla nieletnich, których zadaniem jest ochrona młodych w niebezpieczeństwie i decydowanie o ich dalszym losie. Autor pokazuje zróżnicowanie problemów, z jakimi mierzyli się pracownicy i podopieczni tych instytucji w latach 50-tych XX wieku.
     Jednym z głównych bohaterów książki jest Alan Robert, dziecko porzucone, którego przybrani rodzice niedostatecznie kochali. Marek Forgeot to z kolei nastolatek z patologicznej rodziny. Ma młodszego braciszka, którego bardzo kocha, ale także ojca pijaka i matkę prostytutkę. Obaj chłopcy trafiają do innowacyjnego ośrodka Terneray, w którym dzieci nie są zamykane za kratami, a brama wejściowa i okna są nieustannie otwarte.
     Zaletami powieści jest niezwykle wciągająca i wzruszająca historia. Niestety jej ekranizacja jest średnio udana.

Wiek bohaterów: Alan Robert - 11 lat
                                    Marek Forgeot - 14 lat

Wybrany fragment:

     Odwrócił się i ujrzał, że dziecko znieruchomiało: zmarszczone, schodzące się brwi jak dwie fale prute przez okręt, czarne błyszczące się oczy, wargi uchylone, jakby miał coś powiedzieć... nie, raczej jak do płaczu. Onieśmielało go to obce dziecko, ten jedenastoletni chłopczyk z oczyma ciągle szeroko otwartymi, który siedząc w pociągu z rękami w kieszeniach, z podniesionym kołnierzem, nie zasnął ani na chwilę, nie zadał żadnego pytania.
       - Tam! - wyrzekł Alan Robert z lekką, jak zwykle rano, chrypką w głosie i podniósł rękę. Ze zbyt długiego rękawa wystawały tylko dwa palce. - Co to jest?
       - Pac Sprawiedliwości. Chodź!
       - Co w nim jest?
       - Złodzieje. mordercy... sędziowie. Chodź! Spieszmy się!
     Alan Robert wyobraził sobie od razu podziemia tortur, szubienice na każdym piętrze, katów w czerwonych opończach z rękami... Wizję przerwał gwizd holownika. Chłopiec podbiegł na środek mostu i pochylił się, ale holownik właśnie znikał pod mostowym łukiem. Spostrzegł dziecko w swoim wieku, wyciągnięte na rufie niewielkiej łodzi, między doniczkami kwiatów a klatką z królikami. Ich nieprzyjazne spojrzenia skrzyżowały się. "A gdybym ja także zwiał?" - pomyślał Alan Robert ściskając pięści w przydługich rękawach.

(str. 9, 10)

G. Cesbron Bezdomne psy tł. Stefania Zagórska, Wydawnictwo PAX, Warszawa, 1955

Tytuł oryginalny: 

Chiens perdus sans collier

Ekranizacja: Jak bezpańskie psy (Chiens perdus sans collier) 1955, reż. Jean Delannoy, jako Alan Robert wystąpił dwunastoletni Jimmy Urbain:

Jimmy Urbain Chiens perdus sans collier 1955
Jimmy Urbain Chiens perdus sans collier 1955
Jimmy Urbain Chiens perdus sans collier 1955
Jimmy Urbain Chiens perdus sans collier 1955

Najlepsze powieści o wychowankach domów dziecka:

1954 - Gilbert Cesbron "Bezdomne psy"
1979 - Markéta Zinnerová "Indianie z Wichrowa"
1987 - Klára Márton "Proszę mnie porwać!"

Marcel Pagnol - "Chwała mojego ojca" 1957

opublikowane: 21 wrz 2014, 13:33 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 21 wrz 2014, 13:35 ]

Marcel Pagnol Chwała mojego ojca

     Pierwszy tom autobiograficznej serii wspomnień z dzieciństwa znanego francuskiego filmowca, dramaturga i nowelisty Marcela Pagnola. Ich tłem jest Francja przełomu XIX i XX wieku, epoka gwałtownego rozwoju wiedzy i techniki, a zarazem schyłku kultury pasterskiej i wszechwładzy religii. Opowieść Marcela Pagnola nie koncentruje się jednak na najważniejszych wydarzeniach tego okresu, ale na losach przeciętnej inteligenckiej rodziny postrzeganych oczami małego Marcela. Chłopiec próbuje rozgryźć tajemnicę narodzin młodszego braciszka, a podczas rodzinnych spacerów po parku z ciocią Różą wkłada mnóstwo wysiłku, żeby trafić kamieniem w kaczkę. Zbliżający się wyjazd na wieś w rodzinne strony ojca staje się dla Marcela poważnym sprawdzianem jego niezachwianej wiary w ojca. 

Wiek bohaterów: Marcel Pagnol - od 6 lat
                                    młodszy brat Marcela - Paul Pagnol - od 3 lat

Wybrany fragment:

     Czwartek był dniem wielkiego mycia, a mama podchodziła do tych rzeczy bardzo poważnie. Ubrałem się od stóp do głów, a następnie udawałem, że się myję pod strumieniem wody. To oznacza, że na dwadzieścia lat przed pierwszym akustykiem radiowym skomponowałem symfonię hałasów, które mogły sugerować ablucje.
     Najpierw odkręciłem kran nad umywalką i zręcznie ustawiłem go w takiej pozycji, aby rury zaczęły huczeć. W ten sposób powiadomiłem rodziców o początkach operacji.
     Gdy strumień wody bulgotał hałaśliwie w umywalce, ja patrzyłem na to z bezpiecznej odległości.
     Po czterech czy pięciu minutach zakręcałem gwałtownie kran, który ogłaszał swoje zamknięcie ciosem taranu, od którego trzęsła się ściana.
     Odczekiwałem chwilę, w czasie której czesałem się. Następnie upuszczałem na płytki podłogi małą blaszaną miednicę i znowu otwierałem kran - ale teraz powoli. Gwizdał, miauczał i podjął przerywane huczenie. Pozwalałem wodzie płynąć przez dobrą chwilę - tak długo, żebym zdążył przeczytać stronę z "Pieds nickelés". W tej samej chwili, gdy Croquignol podstawiwszy nogę policjantowi, uciekał tuż przed napisem "Ciąg dalszy nastąpi", zamykałem go gwałtownie.
     Mój sukces był całkowity, bo otrzymywałem wtedy podwójny huk, który wstrząsał rurami.
     Jeszcze uderzenie w blachę miednicy i kończyłem w odpowiednim terminie wygodne mycie, nie dotknąwszy ani kropli wody.

(str. 54)

M. Pagnol Chwała mojego ojca tł. Paweł Prokop, Wydawnictwo Esprit, Kraków, 2010

Tytuł oryginalny: 

Souvenirs d'enfance, tom pierwszy: La Gloire de mon père

Ekranizacja: La Gloire de mon père 1990, reż. Katrine Larsen, jako mały Marcel wystąpił Benoît Martin, jako Marcel w wielu 11 lat Julien Ciamaca, natomiast młodszego brata Marcela Paula zagrał Victorien Delamare:

Victorien Delamare film La Gloire de mon père
Benoît Martin La Gloire de mon père
Julien Ciamaca La Gloire de mon père
Victorien Delamare Chwała mojego ojca

Lars Saabye Christensen - "Herman" 1988

opublikowane: 18 sie 2014, 14:58 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 18 sie 2014, 14:59 ]

okładka książka Lars Saabye Christensen Herman

     Herman mieszka wraz z rodzicami w nadmorskiej dzielnicy Oslo na przełomie lat 50 i 60-tych XX wieku. Ze względu na swoją niebanalną wyobraźnię i poczucie humoru często podpada nauczycielom, jest także prześladowany przez rówieśników. Sympatią darzy go jedynie rezolutna koleżanka z klasy Ruby. Na malutki świat Hermana składają się nie tylko skomplikowane relacje rodzinne i rówieśnicze, ale także przyjaźń z własnym dziadkiem oraz rozmowy z pijakiem o ksywce Piwko, fryzjerem Grubasem i innymi napotykanymi na co dzień osobami. Niektórych chłopiec panicznie się boi, tak jak tajemniczej Damy z Mrówkami, do innych z kolei żywi niechęć, na przykład do sklepikarza Jacobsena juniora. Na ogół jest jednak ufny i przyjacielski. Prawdziwą tragedią jest dla  niego wiadomość, że cierpi na tajemniczą chorobę włosów, w wyniku której zaczyna łysieć.

Wiek bohaterów: Herman Fulkt - nieznany (ok. 7 - 10 lat)

Wybrany fragment:

     Herman odchyla głowę i wpatruje się w drzewo, na którym liście są żółtoczerwone i ledwie się trzymają. Między cienkimi czarnymi gałęziami widzi niebo; chmury pędzą we wszystkich kierunkach. Trochę mu się kręci w głowie od takiego patrzenia, jakby to on tak sunął pełnym gazem. Ale to nawet całkiem przyjemne uczucie, w każdym razie przez chwilę, jeśli talko nie zderzy się z Monolitem. Herman zamyka oczy, ale kiedy leci na twarz, prędko znów je otwiera i oddycha z ulgą. Wciąż jest w parku Frogner, nie przesunął się ani o centymetr.
     Nagle widzi, że zaraz spadnie pierwszy liść: wisi na samym koniuszku gałęzi i nie wygląda na to, by tkwił szczególnie solidnie. Wiatr nim obraca, liść wiruje w koło, , a potem zaczyna żeglować w stronę fontanny jak przekłuty gil. Herman biegnie za nim, wpatrzony w niespokojny punkcik w powietrzu. Watr podrywa liść do góry i spycha w dół, Herman pędzi zygzakiem po wysypanej żwirem alejce z nadzieją, że rano zawiązał sznurówki na podwójny babski węzeł. A potem liść, albo wiatr, się poddaje, liść zmęczony opada ku ziemi tuż przed Hermanem. Herman gwałtownie hamuje, otwiera usta na całą szerokość, przymierza się i chwyta liść wargami, perfekcyjnie niczym wygłodzony mrówkojad.

(str. 7)

L. S. Christensen Herman tł. Iwona Zimnicka, Świat Literacki, Izabelin, 2000

Tytuł oryginalny: 

Herman

Ekranizacja: Herman 1990, reż. Erik Gustavson, w roli Hermana jedenastoletni Anders Danielsen Lie:

Anders Danielsen Lie Herman 1990
chłopiec z grzebieniem Anders Danielsen Lie Herman 1990
chłopiec w zimowej czapce Anders Danielsen Lie Herman 1990
chłopięcy aktor Anders Danielsen Lie w filmie Herman 1990

Agota Kristof - "Duży zeszyt" 1986

opublikowane: 20 lip 2014, 06:44 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 20 lip 2014, 06:49 ]

okładka książka Agota Kristof Duży zeszyt  Dowód Trzecie kłamstwo Amber 1994

     Debiutancka powieść francuskiej pisarki węgierskiego pochodzenia. Opowiada o losach wybitnie utalentowanych bliźniaków, którzy z powodu bombardowań węgierskich miast w trakcie drugiej wojny światowej zostają wysłani przez matkę na wieś. Chłopcy mieszkają u surowej babki nazywanej przez wszystkich wiedźmą z powodu powszechnego przekonania, że otruła swojego męża. Dzieci muszą zapracować na jedzenie i uchronić się przed brutalnymi ludźmi, którzy biją ich bez powodu. W tym celu mali geniusze rozpoczynają trening wytrzymywania bólu, poniżenia, głodu i wielogodzinnego milczenia. Zamiast zabawy spędzają całe wieczory na pisaniu wypracowań domowych, w których opisują otaczającą ich rzeczywistość. Dzięki niezwykłemu uporowi bracia wytrzymują piekło wojny, a nawet stają się silniejsi i sprytniejsi, niż ktokolwiek by przypuszczał.
     "Duży zeszyt" to książka pisana prostym językiem, z perspektywy dzieci, ale naznaczonych piętnem wojny, dla których przemoc i związane z nią cierpienie to codzienność. Niestety przesłanie książki jest pesymistyczne - w nihilistycznym świecie w którym upadają wszystkie zasady znieczulenie jest podstawową zasadą przetrwania.

Wiek bohaterów: od ok. 8 - 9 lat do dorosłości

Wybrany fragment:

     Nasza sąsiadka jest młodsza od Babki. Mieszka z córką w ostatnim domu Małego Miasta. To kompletnie zniszczona rudera z dachem w wielu miejscach przeciekającym. Przydomowy ogródek nie jest uprawiany tak jak u Babki. Rosną w nim same chwasty.
     Sąsiadka siedzi przez cały dzień na taborecie w ogródku i patrzy przed siebie, nie wiadomo na co. Wieczorem oraz w czasie deszczu, córka bierze ją pod rękę i wprowadza do domu. Kiedy córka zapomina o niej lub gdy jest nieobecna, wówczas matka zostaje na dworze całą noc, bez względu na pogodę.
     Ludzie mówią, że sąsiadka jest szalona, że straciła rozum po tym, jak ją porzucił mężczyzna, który zrobił jej dziecko.
     Babka mówi, że sąsiadka jest po prostu leniwa i że raczej woli żyć biednie, niż zabrać się do pracy.
     Córka sąsiadki nie jest wyższa od nas, ale trochę starsza. W ciągu dnia chodzi po mieście i żebrze przed barami lub na rogu ulicy. Na targu zbiera zepsute warzywa i owoce, które ludzie wyrzucają i przynosi je do domu. Kradnie wszystko, co się da. Wielokrotnie musieliśmy ją wyganiać z naszego ogródka, gdyż próbowała kraść owoce i jajka.
     Pewnego razu przyłapujemy ją, jak ssie wymię jednej z naszych kóz, aby się napić mleka.
     Kiedy nas spostrzega, wstaje, wyciera usta grzbietem dłoni, cofa się i mówi:
       - Nie róbcie mi nic złego!
     Dodaje:
       - Bardzo szybko biegam. Nie złapiecie mnie.
     Patrzymy na nią. Po raz pierwszy widzimy ją z bliska. Ma zajęczą wargę, zezuje, cieknie jej z nosa, a w kącikach zaczerwienionych oczu widać żółtawą ropę. Nogi i ręce ma pokryte krostami.
     Mówi:
       - Ludzie mówią na mnie Zajęcza Warga. Lubię mleko.
     Śmieje się. Ma czarne zęby.
       - Lubię mleko, ale przede wszystkim lubię ssać wymiona. Są takie dobre. Twarde i zarazem tak delikatne.
     Nie odpowiadamy. Podchodzi do nas.
       - Lubię także ssać inne rzeczy.
     Wyciąga rękę, cofamy się. Mówi:
       - Nie chcecie? Nie chcecie się ze mną pobawić? Ja tak bardzo bym chciała. Jesteście tacy ładni.
     Opuszcza głowę i mówi:
       - Brzydzicie się mnie.
     Mówimy:
       - Nie, nie brzydzimy się ciebie.
       - Rozumiem, jesteście zbyt młodzi, zbyt nieśmiali. Ale przy mnie nie musicie się krępować. Nauczę was bardzo zabawnych rzeczy.
     Mówimy:
       - My się nigdy nie bawimy.
       - W takim razie co robicie cały dzień?
       - Pracujemy, uczymy się.
       - A ja żebrzę, bawię się i kradnę.

(str. 32 - 33)

A. Kristof Duży zeszyt Dowód Trzecie kłamstwo tł. Małgorzata Zięba, Wydawnictwo Amber, Warszawa, 1994

Tytuł oryginalny: 

Le grand cahier

Ekranizacja: Duży zeszyt (A nagy füzet) 2013 reż. János Szász, w rolach braci dwunastoletni bliźniacy András i László Gyémánt:
András i László Gyémánt film Duży zeszyt A nagy füzet 2013

Bohumil Hrabal - "Taka piękna żałoba" 1979

opublikowane: 30 mar 2014, 10:21 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 30 mar 2014, 10:23 ]

Bohumil Hrabal Taka piękna żałoba

     Zbiór luźno powiązanych ze sobą autobiograficznych historii znanego czeskiego pisarza Bohumila Hrabala, który portretuje siebie jako odzianego w marynarski mundurek ucznia piątej klasy szkoły powszechnej. Akcja książki ma miejsce na terenie browaru i jego okolicznych zabudowań, których zarządcą był ojciec autora, ale także w jego domu rodzinnym, pobliskim sadzie i w praskich piwiarniach. Jej bohater to chłopiec niewiele jeszcze rozumiejący ze skomplikowanego świata dorosłych, ale bacznie go obserwujący. Z niezwykłą czułością dbający o los zwierząt i wyczulony na piękno świata piątoklasista największą przyjemność znajduje w niestrudzonej obserwacji poczynań i stanów emocjonalnych innych ludzi.

Wiek bohaterów: Józio - ok. 10 - 14 lat

Wybrany fragment:

     Nie chciało mi się jeszcze wracać do domu, szedłem więc opustoszałą drogą w stronę zagajnika, a kiedy dotarłem do folwarku na odludziu, poczułem nagle pragnienie. Wszedłem na podwórze, nigdzie jednak nikogo nie dostrzegłem, ani w ciepłych stajniach, ani na podwórzu, ani w stodole. Pewnie wozili fury lodu, furman, szafarz i gospodarz. Dmuchnął wiatr, unosząc źdźbła słomy i ziarnisty śnieg, wszedłem więc do czworaków obok chlewu. Drzwi otwarły się same pchnięte przeciągiem, stałem w sieni, a potem nasłuchiwałem przywarłszy niemal uchem do następnych drzwi, w których były sęki i szpary, tak że można by w nie włożyć palec. Nasłuchiwałem jak ogar, z jednym bucikiem uniesionym w podbiciu i uchem zwróconym w kierunku szmerów tam wewnątrz. Potem przyłożyłem oko, a kiedy rozejrzałem się po mrocznej izbie, spostrzegłem, że na tle okna siedzi w łóżku dwoje dzieci i nasłuchuje. Z wolna otwarłem drzwi i wszedłem cicho do izby. Małe dziecko i chłopiec siedzieli na słomie na łóżku, owinięci pierzyną, na ramionach zaś mieli wełniane chusty związane rogami na plecach.
       - Chciałbym się napić - powiedziałem.
       - Tam koło pieca stoi wiadro! - wskazał chłopiec.
     Z wyciągniętymi rękoma ruszyłem w kąt izby, krawędzie pieca kuchennego lśniły, drzwiczki pieca były otwarte, w palenisku było ciemno. Na haku wisiała ogromna chochla, a kiedy chciałem nabrać z wiadra wody, trafiłem na lód. Tłukłem chochlą, aż cienka skorupa lodu pękła, nabrałem wody i napiłem się. Małe dziecko zaczęło płakać. Obróciłem się w drzwiach.
       - Co się stało? - spytałem.
       - Mysz mu ukradła smoczek - odparł chłopiec.
       - A to ci dopiero! - powiedziałem.

(str. 102 - 103)

B. Hrabal Taka piękna żałoba tł. Andrzej Czcibor-Piotrowski, Świat Literacki, Izabelin, 1997

Tytuł oryginalny

Krasosmutnění

Uri Orlev - "Biegnij chłopcze, biegnij" 2001

opublikowane: 26 sty 2014, 05:35 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 26 sty 2014, 05:37 ]

okładka książka Uri Orlev Biegnij chłopcze, biegnij

     Prawdziwa historia przetrwania Yorama Friedmana, który jako mały chłopiec uciekł z getta i przed kilka lat ukrywał się przed gestapowcami w okolicznych lasach. Wycieńczony wędrówką malec trafia do chaty pewnej kobiety, która uczy go katolickich modlitw i zwyczajów, ale sama jest także ścigana przez hitlerowców, więc pośpiesznie wyprawia go w dalszą drogę.
     Uri Orlev mistrzowsko opisał bystrego dziesięciolatka, który jest zmuszony do ekspresowej nauki sztuki przetrwania w trudnych warunkach, a zarazem nie zatraca dziecięcej radości i zaciekawienia światem. Srulik spotyka po drodze najróżniejszych ludzi, od sterroryzowanych polskich chłopów, po przerażających oficerów niemieckich. Niestety ostatecznie nikomu nie może zaufać.
     "Biegnij chłopcze, biegnij" charakteryzuje się prostą narracją, pozbawioną moralnych ocen, dzięki czemu książka chwyta ze serce i głęboko zapada w pamięć. Orlev starał się z całych sił, żeby lektura nadawała się także dla dzieci, ale wydaje się, że tematyka wojny i holokaustu nawet w łagodnym przygodowym ujęciu jest zbyt straszna i może skrzywdzić młodego czytelnika.

Wiek bohaterów: Srulik Fridman / Jurek Staniak - od 8 do 11 lat

Wybrany fragment:

     Wczesnym rankiem, kiedy ulice były jeszcze puste, Dawid wziął młodszego brata ze rękę i powiedział:
        - Chodź, Sruliku. Przejdziemy na polską stronę.
        - Jak?
        - Jak ci, co szmuglują jedzenie. Widziałem ich, mają przejście w murze za domem naprzeciwko.
     Srulik był przejęty. Nie zawsze zgadzał się z bratem, od którego dzieliła go nieduża różnica wieku, ale tym razem propozycja wzbudziła w nim entuzjazm.
        - Co jest po polskiej stronie?
        - Jedzenie i wolność - odpowiedział brat.
     Srulik wiedział, co to takiego jedzenie. Ale co oznacza drugie słowo?
        - Co to jest wolność? - zapytał.
        - Wolność jest wtedy, kiedy nie ma muru i można iść przed siebie, i nic cię nigdzie nie zatrzyma - wyjaśnił Dawid. - Moi koledzy - ciągnął - stoją w pobliżu wartowników i kiedy na warcie jest dobry Niemiec, przebiegają na polską stronę.
        - Robiłeś to już kiedyś? - zaciekawił się Srulik.
        - Nie. Ale dziura w murze jest jeszcze lepsza.
        - Jak zdobywa się jedzenie po drugiej stronie? - wypytywał dalej Srulik.
        - Żebrze się o pieniądze, a potem kupuje w sklepie. W sklepie można dostać wszystko, jak u pani Staniak w Błoniu, przed wojną.
        - Cukierki też?
        - Też.
     Srulik był chłopcem rudowłosym i piegowatym, o błękitnych oczach i ujmującym uśmiechu. Kiedy jeszcze mieszkali w swoim domu, po tym jak Niemcy wypowiedzieli Polsce wojnę i zagarnęli jej ziemie, a sytuacja pogarszała się z dnia na dzień, dzięki temu uśmiechowi od czasu do czasu dostawał od ojca, w najgłębszej tajemnicy, kilka groszy na cukierki ze sklepu pani Staniak. Teraz tata nie miał nawet tych kilku groszy, by dać swemu najmłodszemu synkowi.
        - Dobra - zgodził się Srulik. - Chodźmy.
        - Jest tylko jedna rzecz... - ostrzegł brat. - Trzeba uważać na chuliganów.
        - Co oni robią?
        - Biją.
        - Mocno?
        - Bardzo mocno. Chcesz iść mimo wszystko?
        - Tak - potwierdził Srulik bez wahania.

(str. 5 - 6)

U. Orlev Biegnij chłopcze, biegnij tł. Magdalena Sommer, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa, 2013

Tytuł oryginalny: רוץ ילד, רוץ

Uri Orlev Run boy run

Ekranizacja: "Biegnij, chłopcze, biegnij" ("Lauf, Junge, lauf") reż. Pepe Danquart, Francja, Niemcy, Polska 2014, w roli Srulika bracia bliźniacy Kamil i Andrzej Tkacz.

Eric Malpass - "Od siódmej rano" 1965

opublikowane: 2 sty 2014, 03:26 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 2 sty 2014, 03:28 ]

okładka książka Eric Malpass Od siódmej rano

     Międzynarodowy bestseller lat 70-tych. Słodko gorzka kronika kilku-pokoleniowej angielskiej rodziny. Jej głównym bohaterem jest Gaylord - pełen energii, ciekawski i przekorny dziewięciolatek. Z jego perspektywy obserwujemy rok z życia nieco ekscentrycznej familii Pentecostów. Prowadzą oni nudnawe życie drobnych posiadaczy ziemskich, które nabiera kolorów głównie w sobotnie popołudnia i święta. Głową rodziny jest były prawnik i dziadek Gaylorda, sporą rolę odgrywają też jego rodzice oraz dwie ciotki Rose i Becky, które wciąż poszukują idealnych kandydatów na męża, nierzadko w swoich zabiegach wchodząc sobie w drogę.
     Gaylord to niezwykle inteligentny, a zarazem uroczy i przylepny malec. Ma zawsze mnóstwo pytań, gotowe cięte riposty i żywiołowy charakter. Dorasta i próbuje się uwolnić spod wpływu dominującej matki. Dzięki niezbyt przyjemnej przygodzie z osiemnastoletnim lekko upośledzonym Willem i obserwacjom życia osobistego domowników poznaje świat dorosłych, uczy się zaradności i rozwija emocjonalnie.

Wiek bohaterów: Gaylord Pentecost - 9 lat

Wybrany fragment:

     Gaylord od bardzo dawna nie wierzył w św. Mikołaja, był więc zdziwiony, że matka najwidoczniej dalej wierzy. To, że ojciec wierzył, wcale nie wydawało mu się dziwne. Ojciec wierzył we wszystko, co ktoś powiedział, jeżeli mu to było wygodne. Ale że matka, która nie dawała wiary żadnemu najprostszemu twierdzeniu nie rozebrawszy go na czynniki pierwsze, mogła wierzyć naiwnie w coś tak idiotycznego... to po prostu nie mieściło się w głowie.
     Jedna rzecz była zastanawiająca: chociaż Gaylord już nie wierzył, prezenty nadal się zjawiały. To wydawało mu się dość dziwne. Nie mógł to być św. Mikołaj. Nie mogli być rodzice, ponieważ wierzyli w św. Mikołaja. Drogą drugiej i starannie przeprowadzonej eliminacji doszedł do wniosku, że jest to albo dziadek, albo Pan Bóg. I na tym poprzestał; bo dla Gaylorda dziadek i Pan Bóg byli postaciami wymiennymi. Obaj byli tak starzy jak świat, obaj mniej więcej tak samo wszechmocni i obu należało się wystrzegać.

(str. 53)

E. Malpass Od siódmej rano tł. Krystyna Tarnowska, Agencja RTW-CoLibri, Warszawa, 1992

Ekranizacja: "Morgens um sieben ist die Welt noch in Ordnung" reż. Kurt Hoffmann, Niemcy 1968, jako Gaylord około ośmioletni Archibald Eser:

Archibald Eser Morgens um sieben
Archibald Eser Morgens um sieben
Archibald Eser Morgens um sieben
Archibald Eser Morgens um sieben

Patrick McCabe - "Chłopak rzeźnika" 1992

opublikowane: 9 gru 2013, 14:41 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 9 gru 2013, 15:19 ]

okładka książki Patrick McCabe Chłopak rzeźnika Zysk i s-ka 2000

     Niewielka irlandzka miejscowość, lata 50-te XX wieku. Inteligentny i bystry Francie dorasta w ubogiej patologicznej rodzinie, z ojcem pijakiem i cierpiącą na zaburzenia psychiczne matką. Chłopiec przyjaźni się ze swoim rówieśnikiem imieniem Joe. Pewnego dnia podwędzają kolekcję komiksów swojemu koledze Philipowi. Jego matka, pani Nugent, urządza awanturę, nazywając całą rodzinę Franciego świniami. Po jednej z kolejnych kłótni rodziców Francie ucieka z domu. Kiedy skruszony wraca z prezentem dla matki, dowiaduje się, że kobieta popełniła samobójstwo skacząc do rzeki. Wyzwala to całą serię zdarzeń, które doprowadzają Francisa do szaleństwa.

Wiek bohaterów: Francis 'Francie' Brady - od ok. 10 lat do dorosłości
                                    Joe Purcell
                                    i inni

Wybrany fragment:

     Trochę się bałem, ponieważ ani tego nie zaplanowałem, ani też nigdy wcześniej nie uciekałem z domu. Pewnie powinienem był wziąć torbę albo przynajmniej cokolwiek. Ale nic ze sobą nie miałem. Jak tylko przekroczyłem próg domu, natychmiast nogi same zaczęły mnie nieść. Chciałem tak iść i iść, aż zedrę podeszwy, bo wtedy nie mógłbym już zrobić następnego kroku. Czułem się jak ten chłopiec z tylnej okładki książeczki do malowania. Policzki miał rumiane niczym nabrzmiałe czerwone śliwki, a z ust wydobywały się opary zadyszki, dlatego że przemierzał glob ziemski wzdłuż i wszerz. Nawet wymyśliłem dla niego imię. Nazywałem go Chłopcem-Wędrowcem. Ja też chciałem taki być. Mógłbym nim zostać raz na zawsze.

(str. 41)

P. McCabe Chłopak rzeźnika tł. Maria Müller, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2000

Ekranizacja: "Chłopak rzeźnika"

IRLANDZKIE DZIECIŃSTWO

1992 film "Na zachód" (link zewnętrzny)
1992 powieść "Chłopak rzeźnika" - 1997 ekranizacja "Chłopak rzeźnika"
1996 film "The Boy from Mercury"
1996 powieść "Popiół i żar" - 1999 ekranizacja "Prochy Angeli"
2004 film "Mickybo i ja"
2010 film "Pas startowy"

Roddy Doyle - "Paddy Clarke Ha! Ha! Ha!" 1993

opublikowane: 3 gru 2013, 13:07 przez c.gontkiewicz@gmail.com   [ zaktualizowane 3 gru 2013, 13:46 ]

Roddy Doyle Paddy Clarke Ha Ha Ha okładka Amber 1995

     Kronika dorastania dziesięcioletniego Paricka "Paddy'ego" mieszkającego wraz z rodzicami w północnej dzielnicy Dublina Barrytown w latach 60. XX w. Portretuje nie tylko pełnego energii głównego bohatera, ale też jego młodszego braciszka płaczliwego Sinbada, środowisko rówieśników, a także rozbudowujące się i modernizujące miasto. Narracja złożona z krótkich, często zabawnych, impresjonistycznych scenek jest pozbawiona jakiejkolwiek struktury dramatycznej. Jej zaletą jest zadziwiająca drobiazgowość i specyficzny irlandzki humor.
     Świat Paddy'ego składa się w równej mierze z motywów przeczytanych w książkach, bądź zaczerpniętych z telewizji, jak i rzeczywistych wydarzeń przetworzonych przez aktywną wyobraźnię chłopca. Wiarygodne psychologicznie, niczym najprawdziwsze wspomnienia wydarzenia układają się w jeden z najciekawszych obrazów dzieciństwa w dziejach światowej literatury.
     "Paddy Clarke Ha! Ha! Ha!" to jedna z książek, które pozwalają czytelnikowi na nowo przypomnieć sobie, jak to jest być dzieckiem.

Wiek bohaterów: Patrick 'Paddy' Clarke -10 lat

R. Doyle Paddy Clarke Ha! Ha! Ha! tł. Bożenna Stokłosa, Amber, Warszawa, 1995

Tytuł oryginalny:

Paddy Clarke Ha Ha Ha

1-10 of 36